Z archiwum: woda i piec

W grudniu będę częściej zabierać ze sobą aparat do kuchni – takie jest moje postanowienie. Ponieważ minął już rok od naszej przeprowadzki i prawie pół roku odkąd skończyliśmy remont kuchni (to był najdłuższy remont jaki kiedykolwiek przeprowadzałam). I miałam pokazać swoje odmalowane szafki, stół i inne rzeczy, którymi można się pochwalić. No i aż do dzisiaj nie pokazałam nic i pora wreszcie to zmienić!

W jednym z kątów mojej kuchni stoi piec – taki jaki lubię – który i nas ogrzeje, i wodę w garnkach. Jest więc piec i jest moja stłuczka, choć inna niż zwykle, bo z potłuczonego gresu. A nad piecem i „kafelkami” wiszą rondle i patelnie – po pierwsze żeby zaoszczędzić miejsce w naszych nielicznych szafkach (a patelnie razem z rączką zajmują sporo miejsca), a po drugie dlatego, że nie lubię wyciągania z szafek jednej rzeczy żeby dostać się do drugiej. Teraz wszystko mam pod ręką, wystarczy ściągnąć ze ściany.

I na koniec jeszcze kilka słów wyjaśnień. Aż do ubiegłego piątku na naszym kuchennym piecu stało mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, ponieważ grzaliśmy tylko w pokojach. Niestety w tamten nieszczęsny piątek pękła rura i cały budynek został bez bieżącej wody, której nie mamy do dziś. Wodę nosimy do domu w wiadrach, a później grzejemy w garnkach na piecu. Właśnie dlatego uprzątnęłam piec, odkurzyłam garnki, a potem wzięłam aparat i postanowiłam spędzić grudzień z aparatem w kuchni.

Piec kuchenny

Grudzień 2012

Dodaj komentarz