Czas był bezlitosny. Ubywało mi dni, a ja nie miałam nic. Ani planu, ani nawet pomysłów.  Jak człowiek jest niezorganizowany i niezdecydowany, to potem trzeba improwizować, robić jakieś czary-mary. No i właśnie to zrobiłam w tym roku z okazji urodzin mojego najstarszego dziecka.

Naprawdę nie miałam nic, żadnego przyjęcia, prezentu, pomysłu, niczego. Do ostatniej chwili nie wiedziałam co z tym wszystkim w tym roku zrobić. Zdarza się nawet najlepszym matkom. Jedyny plan był taki, że dziecka nie będzie przez cały urodzinowy dzień w domu i zobaczymy się dopiero pod wieczór.

Z tym moim „nic” zabrałam się do pracy  dzień prędzej, gdy wszyscy poszli spać. Najpierw specjalny urodzinowy list, ze specjalnymi życzeniami, dla wyjątkowego dziecka. Potem złoty puchar.

Ten zaskakujący pomysł podsunął mi tego dnia sam zainteresowany. Byliśmy razem w sklepie, a ten wypatrzył jakieś plastikowe puchary i rzucił to swoje: kupisz? Zawsze chciałem mieć puchar, a nie mam żadnego. No jasne, że nie, odpowiedziałam, bo całym sercem nienawidzę kupowania pierdół, ale mogę ci kiedyś zrobić, chcesz? Dobra, powiedział. No i zrobiłam, choć była to wariacka robota.

Wyjęłam paczkę gliny, którą trzymałam nie wiadomo po co (teraz już wiadomo 🙂 ) od kilku dobrych lat. Glina była twarda jak kamień, ale po namoczeniu dało się w niej pracować. Pół nocy lepiłam puchar (jaki wyszedł każdy widzi), potem suszyłam w piekarniku, rano suszyłam dalej i tak przez cały dzień. Na koniec tylko pomalowałam i dokleiłam napis, wieczorem złoty puchar był gotowy.

Pozostała sprawa tortu, bo co to za urodziny bez dmuchania świeczek. Ale żadnego tortu nie upiekłam. Poszłam szukać pomysłu do cukierni i kiedy zobaczyłam babeczki z jagodami przypomniało mi się, że moje dziecko wspominało ostatnio coś o jagodowym torcie.

Popołudnie spędziłam spokojnie, podśpiewując pod nosem to i  czekając na powrót dziecka do domu. Choć nie było to nic nadzwyczajnego, niespodzianka się udała, a tort wszystkim smakował 😀

Złoty puchar

Pisząc ten tekst o urodzinach przypomniało mi się, że nie pokazałam jeszcze pudełka, które zrobiłam na urodziny mojemu mężowi. Wiele bliskich mi osób dostało już ode mnie swoje skrzynki, ale mężowi do tej pory nie zrobiłam. Mój mąż w ogóle jest chyba jednym z najmniej obdarowanych przeze mnie ludzi. Wszystko dlatego, że nigdy nie mam pomysłu co tymi swoimi rękami mogłabym dla niego zrobić. W każdym bądź razie, dziś, z kilkumiesięcznym opóźnieniem, przy okazji, prezentuję urodzinowe pudełko dla mojego męża.

Skrzynka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *