W tytule znajduje się odpowiedź na pytanie „co robiłam tyle czasu?”. Nie pisałam od miesiąca, a i wtedy nie pokazywałam niczego nowego. Spędziłam kilka długich tygodni na robieniu ślubnych zaproszeń, oczywiście ze słonecznikami, a potem przez kolejne dni zastanawiałam się co ja mam o tym wszystkim teraz napisać.

Zacznę może od tego, że naprawdę czasem nie mogę już patrzeć na te kwiatki. No bo ile można tego zrobić i dlaczego tylko słoneczniki? I od tego,  że za każdym razem powtarzam sobie, że to już ostatni raz, a potem i tak wychodzi inaczej. Nic nie mogę poradzić na to, że mimo najróżniejszych przeciwności, problemów, czasem łez i wściekłości, ciągle to lubię. I chociaż robienie takich prostych zaproszeń to strasznie nudna praca, to jest coś kojącego w tym zdawałoby się niekończącym monotonnym przycinaniu, naklejaniu i składaniu.

A teraz do rzeczy! Mam do pokazania dwa rodzaje zaproszeń ze słonecznikiem (i księgę gości). I jedno, i drugie zrobione na podstawie innych, starszych prac i oba też dużo bardziej pracochłonne niż zazwyczaj. Nie obyło się bez kłopotów, z papierem, kwiatkami, drukarką (chyba ze wszystkim czym się dało). Chwilami chciało mi się wrzeszczeć ze złości. Ale przeżyłam, skończyłam i teraz mogę pokazać.

Zaproszenia ślubne Zaproszenia ślubne Księga gości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *