Różne robię rzeczy – dla siebie, dla innych, do domu, z papieru, ze starych ubrań i tak dalej – ale po raz pierwszy zrobiłam sobie mebel. Kosztował mnie prawie 40 litrów mleka, kilka metrów watoliny i  jakieś dwie rolki taśmy klejącej. Proszę państwa, oto puf!

Siedzisko z plastikowych butelek mignęło mi dawno temu gdzieś w internecie. Potem, kiedyś zrobiłam szydełkowy dywanik – bez żadnego specjalnego przeznaczenia i po jakimś czasie chciałam się go pozbyć. Jednak wtedy przypomniałam sobie o pufie i pomyślałam, że można by spróbować .

Ponieważ nie kupujemy za bardzo napojów w plastikowych butelkach, przerzuciliśmy się z mleka w kartonie, na to butelkowe, żeby nazbierać potrzebnych materiałów. Długo to trwało, a ja w tym czasie dorabiałam na szydełku pokrowiec.

To zbieranie i czekanie było chyba najbardziej wyczerpujące w całej tej pracy, bo potem poszło już z górki. Ułożyłam butelki, owinęłam watoliną, a wszystko oczywiście obficie owijałam taśmą.  Z kawałków materiału uszyłam pierwszy, niezdejmowalny pokrowiec, a na to kolorowy szydełkowy, który można ściągać.

Pufa zrobiłam już ponad pół roku temu, ale bardzo długo czekał na zrobienie zdjęć i prezentację na blogu. Swoją drogą, muszę się przyznać, że mam jeszcze kilka takich staroci, których nie pokazałam, ale planuję w końcu je też obfotografować. Jak możecie zobaczyć na zdjęciu pokrowiec dorobił się już kilku wielkich dziur – to przez dzieci, którym bardzo podoba się wkładanie paluchów w dziurki i naciąganie ich do granic możliwości. 🙂

Na początku trochę denerwowało mnie, że gdy ktoś siada słyszę trzeszczenie plastikowych butelek, które co prawda nie było zbyt głośne, ale ja słyszałam, a to wystarczało, żeby mi działać na nerwy. W końcu się przyzwyczaiłam i teraz już nie zwracam na to uwagi, a mebel przydaje się i sprawuje znakomicie.

Robienie pufy Pufa z odzysku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *