Oto tragiczna historia o szkolnym worku na buty, o pomysłowej mamie, dzięki której jednak zakończenie będzie szczęśliwe, o wykorzystywaniu starych rzeczy i wreszcie o tym, że dzieci kiedyś w końcu przestaną być dziećmi.

Dawno, dawno temu, kupiłam worek na kapcie pewnemu czterolatkowi. Co to był za worek! Wytrzymał pięć długich, intensywnych lat. Nadszedł jednak taki dzień, że trzeba było sprawić dziecku nowy. Kupiłam więc nowy, po kilku tygodniach zszywałam go po raz pierwszy, a po kilku kolejnych kupiłam znowu nowy. I ten drugi nowy też zszywałam. Nie raz!

Ta historia miałaby szczęśliwe zakończenie, ponieważ potem znaleźliśmy wreszcie worek niezniszczalny, który służył wiernie przez dwa czy trzy miesiące. Ale ten worek moje dziecko zgubiło w skandalicznych okolicznościach i nigdy się nie znalazł.

Za karę nosił więc syn swoje buty i strój na wuef w zwykłej siatce, bo przyrzekłam, że żadnego worka absolutnie już nie kupię. Aż w końcu się zlitowałam, wzięłam nożyczki, stanęłam przed szafą i powiedziałam: „synu, poświęcimy teraz jedną z twoich koszulek, żeby zrobić z niej worek na buty”. Był smutek i płacz („nie, nie moje ubrania, mamo!”), ale  przekonałam, pocieszyłam, wydobyłam z szafy taką nijaką koszulkę i już bez krzyku i jęków zrozpaczonego dziecka, zabrałam się do pracy.

Tak naprawdę, to o uszyciu takiego worka myślałam już w ubiegłym roku, kiedy robiłam worek na kapcie dla mojego przedszkolaka, ale zrezygnowałam, bo szczerze mówiąc nie za bardzo mi się chciało. Ponieważ jednak sytuacja się zmieniła i przycisnęła mnie do muru, zrobiłam to teraz.

Worek  uszyłam niemal w całości na maszynie. Mam w domu taką jedną, trochę niepokorną, pożyczoną i uczę się. Na tym worku połamałam trzy igły, wyrzuciłam kilka garści zerwanych nici, a w niektórych miejscach dostrzec można kilka linii ściegu, z których każda zmierza w trochę innym kierunku. To wszystko jednak nieważne, ponieważ worek spełnia swą funkcję, moje dziecko nie zważa na techniczne niedociągnięcia, a ja mam nadzieję, że nikt znający się na szyciowym fachu nie będzie się mu nigdy przyglądał.

Żeby zakończyć tę historię muszę jeszcze napisać o tym dorastaniu. W trakcie szycia przyszła mi do głowy taka myśl, że jeszcze mogę coś dla mojego dziecka zrobić, że jeszcze mu się to podoba, że jeszcze nie jest tak, że to wstyd przyjść do szkoły z takim workiem, co go mama ze starej koszulki uszyła. Kiedyś przyjdzie taki moment i jak tak patrzę na to swoje dziecko, to myślę, że może nawet już niedługo, gdy takie moje różne dziwne pomysły nie będą spotykały się ani z entuzjazmem, ani z akceptacją. Trzeba więc korzystać, póki można!

Worek na buty

 

One thought on “Historia o worku i dorastaniu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *