Już jest! Nareszcie! Nikt nie czekał na to tak jak ja, choć tylko ode mnie zależało, kiedy się to stanie. Po wielkiej wojnie jaką stoczyłam sama ze sobą, po wielu nieprzespanych nocach, chwilach prawdziwego zwątpienia w sens tego co robię i nieustannych napadów niepewności, wreszcie odważyłam się powiedzieć sobie „przestań i otwieraj już tego bloga, tyle rzeczy czeka na pokazanie”.

Zmienił się adres strony, zmienił się wygląd. Ze starego bloga przeniosłam wszystkie wpisy, przy okazji porządkując je najlepiej jak umiałam i mam nadzieję, że teraz będzie łatwiej poruszać się po stronie i wyszukiwać interesujące Was rzeczy. Pogrupowałam też zdjęcia, które można przeglądać bezpośrednio w galerii.

Tyle wstępu i wyjaśnień, teraz przenieśmy się w czasie do ubiegłorocznych wakacji. Bo w ubiegłoroczne wakacje niecierpliwie odliczałam dni do rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Wtedy to kolejne z moich dzieci miało rozpocząć swoją edukacyjną karierę (dopiero co nosiłam na rękach i przewijałam, a teraz już z kapciami w worku maszeruje do przedszkola, znacie to, rodzice?). Tak naprawdę, to najbardziej cieszyłam się z tego, że na kilka godzin dziennie będę miała w domu jedno dziecko mniej.

Jeszcze zanim złożyliśmy podanie o przyjęcie, wiedziałam, że jeśli tylko uda się nam dostać, ja własnoręcznie uszyję mojemu synowi pierwszorzędny, stylowy worek na kapcie. Worek na kapcie to żadna filozofia, nawet dla mnie. Zrobiony oczywiście z resztek i ozdobiony według wskazówek właściciela.

Worek na kapcie Worek na kapcie

2 thoughts on “Cześć, co słychać”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *