Dawno, dawno temu (w zeszłym roku), znalazłam u teściowej na dnie szafy porzuconą sukienkę – brudną, wygniecioną i dość zniszczoną (przeleżała w worku kilka lat). „Co za okazja!” pomyślałam, bo był to taki czas, że we mnie znów biły dwa serca.

Najpierw odprułam wszystko, co tylko się dało, potem prałam, płukałam i prałam, aż przywróciłam jej dawną biel, a na końcu wzięłam igłę, nici, trochę białej tasiemki i nożyczki i z drżeniem serca (i rąk) wzięłam się do pracy.

Nie narobiłam się za wiele, ale osiągnęłam zamierzony cel, zwłaszcza, że po moich szyciowych umiejętnościach nie ma się co spodziewać cudów pierwszej klasy. Jednakże duma była, zadowolenie było, a sukienka na chrzest jak znalazł (choć trochę była jeszcze za duża).

Na zdjęciu w wersji „przed i po” oraz obowiązkowo na małej modelce.

Sukienka Sukienka

Spisano 7 sierpnia 2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *