Nie lubię półek, bo gdy tylko jakaś gdzieś zawiśnie, od razu wszyscy zaczynają na niej układać te wszystkie pierdółki, które nie mają swojego stałego miejsca. No, a potem wiadomo, robi się coraz większy bałagan, coraz więcej drobiazgów, coraz więcej kurzu. Nic więcej. Zdarzają się jednak takie sytuacje, w których półki wydają się być niezbędne (niestety). Na przykład wtedy, gdy w domu pojawia się dziecko, które gdy tylko nauczy się jako tako trzymać w pionie, zaczyna robić te wszystkie rzeczy, których nie wolno (NIE WOLNO!). Jest jeszcze gorzej, gdy takie dziecko ma starsze rodzeństwo. Te wszystkie maleńkie klocki, gry planszowe, w które chciałoby się grać, a nie oglądać potargane, pogniecione, obgryzione. Ale bez starszego rodzeństwa też nie ma lekko. Już nie można trzymać farb, kredek i pędzli na parapecie (chyba, że sprzątanie jest czyjąś pasją). Mogę wymieniać bez końca. Nie wszystko da się schować do szafek i szuflad. Niektóre rzeczy chciałoby się mieć pod ręką, a inne po prostu się nie mieszczą. Właśnie wtedy przychodzi czas na półki.

Wszystko, jak prawie zawsze, powstało z materiałów, które znaleźliśmy w domu – bez ponoszenia jakichkolwiek dodatkowych kosztów. I to lubię.

W dziecięcym pokoju zamontowaliśmy dużą podwójną drewnianą półkę we wnęce z drzwiami (to są drzwi między pokojami, które są zamknięte na stałe). Deski połączone są grubym sznurem (dostaliśmy 50-metrowy zwój i szukamy dla niego jakiegoś zastosowania) i zawieszone na hakach, które zostały po huśtawce. To tutaj trzymamy wspomniane gry i klocki.

Sznurkowa półka

W przedpokoju, w kąciku rowerowym, znajduje się wymyślona i zrobiona przeze mnie półka składająca się z pięciu puszek po kukurydzy owiniętych starą dętką. Na tej półce mój mąż trzyma rowerowe drobiazgi.

Półka z puszek

A w kuchni wisi sobie taka półka. Jest prawie moja, ponieważ moje starsze dziecko wciąż usiłuje nią zawładnąć i odkłada tam różne swoje rzeczy, które ja później podrzucam mu do pokoju. Znalazłam ją w serwisie z ogłoszeniami (do oddania za damo). Mąż pojechał po nią do sąsiedniego miasta (na rowerze), a ja tylko ją nieco pomalowałam i polakierowałam. Tu trzymam pędzle, kredki, długopisy. W najróżniejszych pojemnikach – a wszystkie z odzysku.

Półka

Więcej półek nie mam, ale mogę Wam pokazać nowe pojemniki, które widać na poprzednim zdjęciu. Pierwszy, z pękniętej szklanki, którą pomalowałam od wewnątrz i polakierowałam.

Szklanka

I z małej puszki, którą najpierw pomalowałam różnymi kolorami, a później nakleiłam białą serwetkę w kwiaty i motyle.

Pojemnik na kredki

Kwiecień 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *