Z archiwum: długa opowieść o metalowej puszce

Pod koniec ubiegłego roku porządkując mieszkanie teściowej znalazłam w szafce z przyprawami starą metalową puszkę. Nikt jej od dawna nie używał, była brudna, z tłustymi zaciekami. Zabrałam ją do domu, gdzie po zeskrobaniu farby, którą była pomalowana, ukazała swoje prawdziwe oblicze.

Tak przeleżała kilka miesięcy na kuchennym blacie, gdzie służyła głównie jako pojemnik na papier toaletowy. W kwietniu zabrałam się do niej po raz pierwszy. Motyw poziomek w ogóle się nie sprawdził i aż wstyd mi się do tego przyznawać. Umyta puszka wróciła na swoje miejsce w kuchni.

Po dwóch miesiącach wzięłam ją po raz drugi na warsztat. Efekt nie był najgorszy, ale mój mąż wyczyścił i odmalował drewnianą klapkę i to zdecydowało. Puszka znów trafiła do czyszczenia, nowe zamknięcie było zbyt ładne.

W końcu. Dwa tygodnie temu skończyłam trzecią i ostatnią wersję puszki, z której wreszcie byłam zadowolona, choć róże nie są moim ulubionym motywem. Teraz ten metalowy pojemnik służy nam jako domowa apteczka.

Puszka Puszka